Summum Ius Summa Iniuria

Lubelski sąd jakiego nie znacie

Archive for Grudzień 2010

Cofając do przodu

11 komentarzy

Ponoć cudowną rzeczą w życiu jest móc poczuć zaskoczenie. Człowiek wtedy czuje, że żyje gdyż nie ma nic gorszego, niż stagnacja. Oczywiście osoby, które poczuły zaskoczenie, gdyż znalazły się w Świdniku (a miały zostać w Lublinie) mogą się nie zgodzić 😉

My poczuliśmy zaskoczenie ostatnimi wydarzeniami związanymi z szefostwem naszego sądu. Wyszło, że nasz blog jest medium wpływowym. W związku z tym planujemy rozpoczęcie publikacji artykułów sponsorowanych, myślimy też o wstawianiu reklam. Skoro pieniądze pchają się do ręki to czemu nie?

Okazuje się, że nic nie jest tak dobre dla kariery jak zostanie bohaterem naszego artykułu 🙂 W zamieszaniu które spowodowały publikacje nasze oraz lubelskiej Gazety Wyborczej (które jakiś niecny redaktor wrzuca co i rusz na główną stronę gazeta.pl) podniosły się głosy, aby prezesa SR w Lublinie odwołać.

Ponieważ nasze środowisko dba o dobre imię wymiaru sprawiedliwości i potrafi się samodzielnie oczyścić, wymyślono salomonowe rozwiązanie: degradacja przez awans.

Sędzia Tchórzewski nie będzie już prezesem SR w Lublinie. Jest to prawda. Choć zasadniczo jej połowa. Ale to jest ta lepsza połowa, która winna była przebić się do mediów. Druga część jest taka, iż prezes przestaje być prezesem, bo awansuje do Sądu Okręgowego.

W tym miejscu gratulacje należą się nam, autorom. To my przyspieszyliśmy karierę prezesa o dobre 3 lata. W normalnej sytuacji na stałą delegację mógłby on liczyć dopiero po normalnym zakończeniu kadencji. Tylko dzięki blogowi ze wszystkim się pospieszono.

Tutaj pojawiają się dwia pytania:

1) Czy w związku z powyższym możemy liczyć na dowody wdzięczności prezesa w postaci alkoholu i czekoladek (za kwiatki dziękujemy, nikt nie ma w domu królika)? Gdzie i kiedy moglibyśmy je odebrać?

2) Czy ktoś z czytelników bloga chciałby, abyśmy go obsmarowali na naszych łamach? Jak widać jesteśmy medium która daje kopa w karierze z siłą, która spowodowałaby załamanie nerwowe nawet Roberto Carlosa. A już na pewno atak paniki u Ikera Casillasa. Nie jest to nasz jedyny sukces.

Do góry idzie także Łukasz Obłoza, będący kolejnym bohaterem artykułów naszych i GW. Niewątpliwie będzie on ciekawym wiceprezesem. Jest to jedyna osoba w sądzie która najwyraźniej wyznaje zasadę kompletnego fuga mundi do poziomu graniczącego z autyzmem oraz, najprawdopodobniej, nie posługuje się komputerem.

Skąd takie wnioski?

W pierwszym artykule GW poświęconym SR w Lublinie przewodniczący IV Wydziału Karnego sędzia Ł. przyznał, że w ogóle nie wiedział kto przewodniczył komisji konkursowej w czasie, gdy jego brat dostawał pracę w sądzie. Oznacza to, iż sędzia w żaden znany analogowy sposób nie komunikuje się ze światem zewnętrznym. Ponadto nie jest w stanie uzyskać z sieci informacji, której znalezienie na stronie internetowej sądu zajmuje 3 kliknięcia.

Oczywiście sędzia jest sędzią, a więc nie możemy w ogóle zakładać, iż minąłby się z prawdą. Tertium non datur – wiceprezesem będzie analogowo – cyfrowa wersja kameduły. Podobno oddział gospodarczy już dostał polecenie wymontowania progu przy drzwiach przyszłego wiceprezesa. Ma to umożliwić bezstresową komunikację poprzez wsuwanie dokumentów pod zamkniętymi drzwiami, ograniczając do zera kontakt z jakimikolwiek przedstawicielami rodzaju ludzkiego. Podobno w planach jest też montaż drabinki za oknem, aby wiceprezes mógł nie stresować się wychodzeniem razem z resztą pracowników.

Jest jednak pytanie które nas dręczy – gdzie w takim razie awansuje rodzina Zwierzów?

***

Na poważnie: ciekawe jak sądzący się w dość elitarnej I Cywilnej SO w Lublinie zareagują na sędziego Tchórzewskiego? A podobno zależy nam na budowaniu szacunku dla wymiaru sprawiedliwości…

Written by myrialejean

2010/12/17 at 8:21 pm

Creative asystent

2 komentarze

Pisaliśmy już na blogu o wybiórczym traktowaniu naboru na wolne stanowiska w SR w Lublinie. Musimy oddać prezesowi Tchórzewskiemu jedno – przynajmniej konkurs, jaki by nie był, się odbył. W komentarzach pojawiły się głosy nawołujące prezesa SO do interwencji. Uspokajamy – interwencji nie będzie.

Przejrzeliśmy nasze wpisy i wyszło nam, że w swej niesprawiedliwości nie opisaliśmy jednej grupy zawodowej egzystującej w sądzie – asystentów sędziów. A że mało pisaliśmy też o Sądzie Okręgowym to sami już wiecie o czym będzie.

Otóż wypatrzyliśmy, że na korytarzach SO pojawiły się nowe osoby. Przeprowadzone wczoraj i dzisiaj śledztwo ujawniło, że są to nowi asystenci sędziów. Rzucicie się teraz zapewne na strony internetowe SO w poszukiwaniu informacji. Od razu mówimy, możecie sobie darować.

Konkursu nie było.

Czyż to nie jest nowatorskie rozwiązanie? 🙂 Nie ma konkursu, nie ma informacji na stronie sądu, nie ma ryzyka, że ktoś o czymś napisze. Czyli nie ma problemu. Jak widać decydenci posiadają zdolność bardzo szybkiej adaptacji do zaistniałych warunków.

Skąd się wzięli nowi asystenci? Z Sądu Rejonowego w Lublinie.  Zostali „awansowani”. Kryteria według których tego dokonano są jednak nieznane, choć kandydatów poszukiwano tylko w sądzie lubelskim. Zdaje się, że to kontynuacja apartheidu z jakim mają do czynienia referendarze in spe.

Poczytaliśmy przepisy o naborze i wyszło nam, że (jakkolwiek niewygodne by to było) KAŻDE wolne stanowisko asystenta sędziego, podobnie jak stanowisko sędziego, musi być obsadzone w drodze konkursu. Co ciekawe: pisemnego. Konkurs musi poprzedzić ogłoszenie, zaś jego przebieg jest szczegółowo opisany w ustawie i przepisach wykonawczych. W tym miejscu aż ciśnie się na usta argument: może w wystarczy, że raz się podeszło do konkursu do SR a potem po co męczyć i kandydata i prezesa? W związku z powyższym informujemy, że mamy listę osób zatrudnionych w SO w ostatnim czasie. Są na niej osoby, które nigdy do konkursu nie podchodziły, a w SR znalazły się na skutek obsadzania stanowiski jeszcze z wolnej ręki.

Kluczowym argumentem są jednak przepisy ustawy o ustroju sądów powszechnych, które nie zezwalają pod żadnym pozorem na odstąpienie od procedury konkursowej. Ciekawi nas też, według jakich kryteriów dobierano asystentów do awansu? Można się oczywiście tylko domyślać. Bylibyśmy nierzetelni, gdybyśmy w tym miejscu nie wspomnieli, że do Sądu Okręgowego przemycona została w ten sposób żona naszego lubelskiego kuratora, Grzesia Szymanka – Olga.  Sam Grzegorz nigdy zresztą nie krył, iż pochodzi z rodziny sędziowskiej.

Bez odpowiedzi pozostaje również pytanie – dlaczego zaniechano ogłoszenia? Przecież SO musi działać w pełni legalnie (bo w przeciwnym razie godziłoby to w nasz autorytet). Więc skoro wszystko jest tak super – to skąd takie ukrywanie się? Pytaniem retoryczne:  czy prezes, którego imienia boimy się wymawiać, razem z prowadzącą w taki sposób nabór panią Bogacz będą zainteresowani prostowaniem „drobnych uchybień” w SR w Lublinie?

Written by myrialejean

2010/12/17 at 8:45 am

Tonący brzydko się chwyta

21 komentarzy

Wyjątkowo post będzie poważny. Może się bowiem okazać, że już długo nie damy rady prowadzić tego bloga z przyczyn całkowicie od nas niezależnych.

Spodziewaliśmy się różnych reakcji na naszego bloga. Reakcji polegającej na unieważnieniu konkursu. Reakcji polegającej na powiedzeniu „ops, pardonsik”. Reakcji polegającej na udawaniu, że nic się nie stało.

Tymczasem, w ramach reakcji, podjęto próbę przełamania zabezpieczeń bloga. Mówiąc bardziej współcześnie – zhakowania nas. Włamania się na bloga. I mamy na to dowody.

Włamanie, a właściwie usiłowanie włamania, miało miejsce w niedzielę, 28 listopada, o godzinie 15.06. Włamywacz próbował dostać się do naszego konta w celu zresetowania hasła i zastąpienia go własnym. Skorzystano z bardzo skutecznej, prostej i lubianej przez hakerów opcji odzyskiwania hasła. Metoda ta bywa zabójczo efektywna wobec nierozważnych użytkowników internetu (czyli większości). Zazwyczaj pytania, a raczej odpowiedzi, od których zależy odzyskanie hasła, profesjonalista potrafi bardzo szybko rozpracować. Ewentualnym niedowiadkom polecamy przestudiowanie casusu Sary Palin (google: Sarah Palin email hack), kandydatki na stanowisko wiceprezydenta USA w ostatnich wyborach. Pamiętacie jak na finiszu nagle „wypłynęła” jej prywatna poczta? To jest właśnie efekt zastosowania tej samej metody włamania.

Szczęśliwie dla nas, kiedy przygotowywaliśmy się do napisania tego bloga, zostaliśmy uprzedzeni o takiej ewentualności. Zabezpieczono nas przed takim działaniem (niestety, szczegóły musimy pominąć). Sama próba zmiany hasła uruchomiła swoisty elektroniczny alarm, który natychmiast poinformował nas o rozpoczęciu procedury. Włamanie się nie udało, dowody się zapisały, na wszelki wypadek jednak zmieniliśmy hasła. Jak widać, licho nie śpi.

Zastanawialiśmy się czy upubliczniać tę informację. Doszliśmy jednak do wniosku, iż o takim wydarzeniu powinni wiedzieć czytelnicy naszego bloga na wypadek, gdybyśmy nagle zaczęli publikować dziwne rzeczy. Na przykład listę osób rzekomo zaangażowanych w bloga. Albo oszczerstwa które pozwalałyby na wszczęcie przeciw nam postępowania karnego, co umożliwiałoby już w pełni otwartą próbę ustalenia naszej tożsamości.

Oczywiście całe zdarzenie mogło być czystym przypadkiem. W końcu każdemu z nas zdarza się czasami wejść na konto cudzego bloga i niechcący usiłować wyłamać hasło… Yyyy… No dobrze, sami przyznacie, że to jest równie wiarygodne jak teza o przypadkowości przenosin Moniki Obłozy, żony sędziego Łukasza Obłozy – tego samego sędziego którego brat dostał ostatnio pracę w SR w Lublinie – do „e-sądu”, a nie w celu uniknięcia wywózki do Świdnika (o czym nie omieszkaliście wspomnieć w komentarzach, również tych niepublikowanych). Osobną sprawą jest, że gratulujemy udanej rodziny;)

Co zrozumiałe, nie mamy także oficjalnych podejrzanych i nie będziemy spekulować w tej kwestii. Ani pozwalać na takowe w komentarzach. Oczywiście tylko dlatego aby nie dać jakiegokolwiek powodu do skierowania przeciw nam postępowania karnego.

W związku z tym mamy do Was prośbę: pisząc komentarze NIE podawajcie istniejących / prawdziwych adresów email. Te, których użyliście, zostały zanonimizowane na wszelki wypadek.

Biorąc pod uwagę jak szybko i lekko posłużono się przeciw nam metodami przestępczymi zastanawiamy się jak by wyglądała nasza sytuacja, gdybyśmy zamiast bloga wybrali jawny list otwarty (pierwotnie zakładana forma). Dostalibyśmy pocztą zdjęcia naszych dzieci z podpisem „wiemy, którędy chodzą do przedszkola a wypadki się zdarzają”?

Written by myrialejean

2010/12/02 at 11:22 am

Napisane w Uncategorized