Summum Ius Summa Iniuria

Lubelski sąd jakiego nie znacie

Archive for Listopad 2012

Powróżyć, kochanieńka?

15 komentarzy

Tegoroczna jesień była gorącym okresem dla sądownictwa. Zupełnie niespodziewanie okazało się, że pewne rozwiązania w sądownictwie albo nie istnieją (mimo wieloletniego zapewniania, że jednak tak) albo też istnieją, ale działają równie dobrze, jak podwodne linie metra w Warszawie.

Tak się składa, że pod koniec wakacji prasa odkryła, że funkcjonowanie lubelskiego esądu jest, eufemistycznie rzecz ujmując, odległe od deklaracji składanych przez oficjeli przy różnych okazjach. Oczywiście Ministerstwo nie byłoby sobą gdyby nie postanowiło coś z tą sytuacją zrobić. Tym samym, w duchu opisanym w poprzednim artykule, na głównej stronie MS ukazało się (jak by inaczej) oświadczenie prezentujące jedynie słuszną prawdę: esąd działa, ma się świetnie, jest genialnie ale zamierzamy go i tak poprawiać. To, że kompletnie nie mamy o nim pojęcia, w żaden sposób nam nie przeszkodzi.

Mamy smutną satysfakcję, albowiem dwukrotnie trafiliśmy w dziesiątkę. Nie dalej jak miesiąc temu opublikowaliśmy artykuł (nawiązujący zresztą do wypowiedzi innego bloga) w którym bezczelnie nabijaliśmy się z ogłoszeń parafialnych publikowanych na głównej stronie MS. Jak widać komórka mająca tłumaczyć, że rzeczywistość ministerialna jest lepsza od znanej ogółowi rzeczywistości działa i ma się dobrze.

Drugie trafienie dotyczy istoty działania lubelskiego esądu. Przypomnijmy więc, że jeszcze w styczniu tego roku, w artykule „Nie będzie niczego” opisaliśmy dokładnie na czym polega problem z esądem. Zanim we wrześniu prasa dokonała odkrycia, że płynąc z Portugalii w kierunku Indii można potknąć się o dwa kontynenty, napisaliśmy:

„Problem w tym, że esąd, czyli wydział wydający wyłącznie nakazy zapłaty w postępowaniu upominawczym, to nie wydział ksiąg wieczystych. Jako osoba czysta, nie skażona prawniczą wiedzą, frontman MS może nie wiedzieć, że tak właściwie esąd powinno się nazywać “Sądem Honorowym”. Wynika to z centralnej zasady jego działania, to jest zasady Słowa Honoru. Spieszymy donieść, że WSZYSTKIE nakazy w esądzie są wydawane tylko dlatego, że referendarz wierzy powodowi na Słowo Honoru, iż ten pisze prawdę. A przynajmniej takie jest urzędowe domniemanie.
Esąd jest sądem tylko z nazwy, jako że żadnego sądzenia tutaj nie ma. Sądzenie oznacza bowiem rozpoznawanie wniosków dowodowych, a następnie ocenę dowodów w celu ustalenia stanu faktycznego. W EPU coś takiego nie istnieje, jako że dowody przed referendarza w ogóle nie docierają. Jedyne, co strona musi złożyć, to pozew, a więc jej własne oświadczenie, że pan X jest mu winien milion złotych. Referendarz musi uwierzyć, że to prawda. Musi też uwierzyć, że dowody, o których wspomina strona, rzeczywiście istnieją. Dowodów tych referendarz nie widzi na oczy, jako że system EPU nie przewiduje możliwości załączenia do pozwu czegokolwiek.

Podsumowując: do orzecznika w EPU dociera jedynie tekst pochodzący od powoda (a więc osoby mającej interes w konkretnym rozstrzygnięciu i nie mającej interesu w uczciwym traktowaniu pozwanego). Stąd też co i rusz okazuje się, że adres podany przez powoda zupełnie przypadkiem nie jest adresem pozwanego, co powoduje konieczność “odkręcania” postępowania, które już jest na etapie egzekucji. „

Wystarczyło całe 9 miesięcy (w sumie dość symbolicznie), aby sygnalizowany przez nas problem urósł i zaczął kopać w przysłowiowe krocze wszystkich praktyków.

Reakcja MS była natychmiastowa. Poważnym tekstem, podpisanym przez prof. dr a nawet hab. Jacka Gołaczyńskiego, Ministerstwo orzekło że pismaki się mylą, a system się podpicuje i będzie fajnie.

Popełniony na stronie MS tekst ukazuje w pełni indolencję autora, który będąc sędzią sądu apelacyjnego z Wrocławia nie ma zielonego pojęcia o wydawaniu nakazów zapłaty w postępowaniu upominawczym, a zwłaszcza już w wersji elektronicznej. Propozycje odnośnie wiejskiego tuningu mają się bowiem tak do rzeczywistości, jak oferta podkręcenia Poloneza do 500 koni mechanicznych za pomocą trzonka od szczotki i pilniczka.

Prawdziwym problemem postępowania elektronicznego, pozwolimy sobie to powtórzyć bo nie do wszystkich dociera, jest bowiem BRAK POSTĘPOWANIA DOWODOWEGO. Genialni projektanci systemu nie przewidzieli bowiem możliwości (czy raczej, jak się okazuje, konieczności) dodawania do pozwu zeskanowanych załączników. Kompletną bzdurą jest więc pisanie, że podnoszone problemy pojawiają się nie tylko w postępowaniu elektronicznym.

O ile w postępowaniu „papierowym” orzecznik ma możliwość stwierdzenia, że roszczenie jest bezzasadne albo że przytoczone okoliczności budzą wątpliwości po lekturze załączonych do pozwu dokumentów, o tyle w elektronicznym postępowaniu coś takiego w ogóle nie jest możliwe. Jako osoba, która zna nakazy jedynie teoretycznie, szanowny podsekretarz nie wie, że to na podstawie załączników orzekający może ocenić, na ile okoliczności sprawy budzą wątpliwości. W postępowaniu elektronicznym nie ma czegoś takiego, zaś orzecznik musi wierzyć na słowo powodowi, że dowody w ogóle istnieją.

Tu właśnie najdobitniej ujawnia się głupota twórców procedury w sprawie esądu. Mając zrobiony wadliwy system, który nie potrafi obsłużyć normalnego postępowania, zdecydowali się na likwidację tych wymagań, których informatycy nie dali rady wdrożyć. Robiąc to nie zabezpieczyli jednak właściwego toku postępowania. Dając powodowi dużo większe uprawnienia, nie nałożyli na niego jakichkolwiek obowiązków, nie wprowadzili konsekwencji za podanie danych fałszywych. Tuning systemu nie pomoże, skoro w dalszym ciągu można będzie bezkarnie nakarmić tenże system fałszywką a potem wykręcić się sianem.

Co byśmy nie robili, stara zasada „garbage in – garbage out” i tak będzie dopadać praktyków, nawet po n-tym malowaniu lakieru. Konstrukcja esądu jest bowiem taka, że można:

1) wnieść pozew podając nieistniejące okoliczności i powołując się na nieistniejące dokumenty,
2) podając przy tym adres kompletnie z sufitu,

a następnie

3) po uzyskaniu nakazu zapłaty pójść do komornika i zabrać pozwanemu pieniądze, a jeśli sprawa się wyda
4) wystarczy że nie uzupełnimy pozwu nie doręczając dokumentów – i postępowanie się samo umorzy.

Dopóki więc wnoszący pozwy do esądu nie będą obciążeni dodatkową odpowiedzialnością karną za podawanie nieistniejących okoliczności, opieranie się na nieistniejących dokumentach czy też wskazywanie nieaktualnego adresu pozwanego (przy czym aktualny spada im z nieba zawsze w dzień po nadaniu klauzuli wykonalności), problem będzie wracał co kilka tygodni.

Oczywiście powyższe jest nie do zrealizowania, albowiem godziłoby w perfekcję lubelskiego esądu, a co za tym idzie w „ałtorytet” osób za nim stojących. W ramach poprawki systemu sugerujemy więc zakupienie kryształowych kul podłączanych przez USB do komputerów referendarzy z esądu oraz wprowadzenie szkoleń z jasnowidzenia do programu Hogwartu. W wersji oszędnościowej zawsze można uciec się do wróżenia z fusów, w końcu pijący herbatę znajdzie się zawsze. Przy czym chcemy się zareklamować, że możemy takie szkolenia poprowadzić. Jak widać po naszych tekstach, przewidywanie przyszłości całkiem nieźle nam idzie.

Written by myrialejean

2012/11/23 at 10:35 am

Napisane w Uncategorized