Summum Ius Summa Iniuria

Lubelski sąd jakiego nie znacie

Archive for Luty 2011

Sąd made in China

10 Komentarzy

Jeszcze przez 3 dni wszyscy chętni mogą starać się o pracę w lubelskim sądownictwie. Tym razem będzie to dziecinnie proste a zagrożenie konkurencją ze strony osób posiadających familijne wsparcie będzie zerowe.

Dzisiejszym artykułem w pewnym sensie wracamy do początków, przynajmniej jeśli chodzi o tematykę. Wygląda na to, iż nabory pracowników do lubelskich sądów będą stanowiły źródło inspiracji do pisania na długie lata.

Na początku tygodnia na stronie Sądu Rejonowego Lublin – Wschód w Świdniku zadebiutowała nieznana wcześniej Pani Katarzyna Kwiatkowska. Debiut literacki odbił się dość głośnym echem. W ciągu pierwszego dnia otrzymaliśmy dokładnie 17 maili z linkiem do strony SR. Ogólnym przesłaniem piszących było „opublikujcie coś na ten temat bo to…”. Reszta odpowiedzi mieści się pomiędzy „jakieś jaja” a „bandytyzm” (jeśli nie liczyć dwóch niecenzuralnych).

Co spowodowało taki odzew?

Konkurs na stanowiska sekretarzy został bowiem ogłoszony z zastosowaniem chińskiego know how.

Otóż konkurs nie jest konkursem a przetargiem. Pracę dostaną ci, którzy zaproponują, że zatrudnią się, uwaga, za najniższą pensję. To jest jedyne kryterium.

Oczywiście, oficjalnie przetarg jest na „Wprowadzanie danych, komputerowe maszynopisanie i dodatkowe usługi biurowe”.

W udostępnionym na stronie (http://lublin-wschod.sr.gov.pl/zp/4.html) dokumencie czytamy, że zatrudnieni w zakresie obowiązków będą mieli „wykonywanie zarządzeń w sprawach prowadzonych przez Wydział Cywilny; dołączanie pism i innych dokumentów do akt oraz przekazywanie ich sędziom referentom do decyzji; wysyłanie prawomocnych orzeczeń stosownym organom i osobom; protokołowanie na rozprawach…”.

I dalej: „wysyłanie wezwań i zawiadomień; sporządzanie wokand, odpisów
orzeczeń i wysyłanie ich stronom; dołączanie zwrotnych potwierdzeń oraz pism wpływających do
Wydziału do właściwych akt; zszywane akt; wprowadzanie danych do systemu informatycznego;
kierowanie poleceń egzekucyjnych do komorników; wysyłanie ponagleń do skazanych i ukaranych
odnośnie niezapłaconych należności na rzecz Skarbu Państwa; wysyłanie tytułów wykonawczych
do pokrzywdzonych; wysyłanie odpisów postanowień odnośnie spraw należnościowych; zszywanie
i przygotowywanie akt celem przekazywania ich do archiwum; prowadzenie urządzeń
ewidencyjnych; przekazywanie spraw do Zespołów Kuratorskiej Służby Sądowej”.

Nie przypomina wam to czegoś? 🙂 Bo jak dla nas to jest wypisz wymaluj sekretarz sądowy.Tylko bez tych całych niewygodnych konkursów, o które było tyle zamieszania jesienią.

Czyż to nie nowatorskie? Nie dość, że potem nikt nie będzie narzekał to jeszcze ile pieniędzy da się zaoszczędzić? W końcu startujący nigdy nie wiedzą, czy nie pojawi się ktoś, kto zaproponuje 100 zł mniej niż oni. Stąd też wszyscy będą musieli zejść tak nisko, jak to tylko jest dla nich możliwe. A że poniżej gwarantowanej przez państwo płacy minimalnej? Bo, jakby ktoś nie zauważył, w przetargu nie ma minimum. Ktoś kto zaproponuje, że będzie pracował na 100 zł miesięcznie – wygrywa 🙂

Może by w takim razie zorganizować jeszcze licytację? To by był pomysł. Jakie widowisko! Jakie oszczędności!

Zadziwiające jest, że ktoś w ogóle wpadł na pomysł, iż pracowników można kupować na zasadach takich samych, jak papier do drukarki. Co więcej, na tym tle fabryki w Malezji czy Chinach są przy sądzie pracodawcą wręcz luksusowym. Tam bowiem dolar dziennie jest przynajmniej gwarantowany. W Świdniku nie wykluczone, że będzie trzeba zejść poniżej.

No ale skoro pracownicy SO w Lublinie „przenieśli się” już na kierownicze stanowiska w SR, skoro takie persony jak Tata Zwierz są tam bezpiecznie zainstalowane, najlepsze stanowiska już zabezpieczono, to można już bez żadnych oporów realizować „zakup taniej siły roboczej”. Ktoś przecież pracować musi.

Tajemnicą poliszynela jest, iż konkurs stanowi pomysł, jakże by inaczej, pracowników Sądu Okręgowego, którzy wobec braku kierownika finansowego (na którego stanowisko jest konkurs, nie przetarg) chwilowo rządzą SR.

Pojawia się tutaj pytanie: czy ktoś mógłby zorganizować przetarg na obsługę lubelskiego sądownictwa w zakresie wynikającym z zadań prezesa SO?

Reklamy

Written by myrialejean

2011/02/19 at 8:10 pm

O szanowaniu togi czyli wirtualnej rzeczywistości ciąg dalszy

6 Komentarzy

Rozkręca się sprawa naboru-widmo do SO w Lublinie.

Ponad tydzień temu o sprawie napisała Gazeta Prawna ( http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/480587,wymiar_sprawiedliwosci_sady_czekaja_na_asystentow_sedziego.html ). W artykule wytoczono ciężkie działa względem wiarygodności artykułów pojawiających się na tym blogu. Wziął się za nas sam rzecznik lubelskiego okręgowego, sędzia Artur Ozimek. Czyli z racji swojej funkcji – Usta Wojtaszka.

„Ten blog nie podaje prawdziwych informacji. Nie można zostać asystentem, nie przechodząc procedury konkursowej” zagrzmiały Usta Wojtaszka. Po czym dorzuciły „Jeżeli ktoś jest dobry, zostaje asystentem sędziego sądu okręgowego. Ale nie ma możliwości, żeby została nim osoba, która nie zdała egzaminu”.

Nie za bardzo wiemy jak komentować takie oświadczenie. Właściwie jedyna rzecz która przychodzi do głowy to stwierdzenie, że komuś toga myli się ze szmatą.

Drogi Arturze! Niektórzy z nas kilkukrotnie słyszeli Cię wypowiadającego się o etyce u prawników. Pewnego razu w szerszym gronie mówiłeś, jak to etyka adwokacka upadła, kiedy adwokaci zachysnęli się swoją samorządnością. Byłeś zniesmaczony, gdy lubelska palestra robiła problemy sędziom, którzy chcieli się do niej przenieść i odmawiała wpisywania ich na listy. Wspominałeś wtedy o nadużywaniu uprawnień i o związanej z tym postawie osób u władzy. Władza podobno miała deprawować.

Jakże prawdziwe są teraz Twoje słowa w odniesieniu do sędziów. Jak długą drogę przeszedłeś od wtedy do teraz.

A może nie przeszedłeś? Może zawsze byłeś hipokrytą i kłamcą?

Twierdzisz, że nie piszemy prawdy. Że nie można zostać asystentem nie przechodząc konkursu. Tymczasem właśnie tak się stało.

Nie było żadnego ogłoszenia, nie było żadnego konkursu.

Nie było też przeniesienia, porozumienia pomiędzy prezesami czy czegokolwiek (choć ustawa i tak na to nie pozwala). Po prostu uzgodniono z „awansowanymi kandydatami”, że zwolnią się z Sądu Rejonowego w Lublinie a następnego dnia Sąd Okręgowy w Lublinie ich zatrudni. Do części z nich dzwoniły Kadry SO (tak, znowu pani Bogacz), niektórych osobiście do pracy w SO zaprosił prezes.

Tak czy inaczej „zaproszenia” do współpracy otrzymali tylko pracownicy lubelskiego SR. Zdaniem Ust Wojtaszka oznacza to chyba, że żadni kompetentni asystenci nie pracują w którymkolwiek z pozostałych sądów rejonowych w okolicy. Choć to owszem, popieramy. Nikt by nie chciał żeby jakiś wieśniak do pracy w Sądzie Okręgowym przyjechał furmanką 😉 Spadajcie na drzewo, wieśniaki! 😉

W tym miejscu mamy pytanie: czy aby udowodnić, że piszemy prawdę powinniśmy jeszcze opublikować listę osób „przeniesionych” do okręgu zaczynając wydziałami od początku (a więc od pani o imieniu na literę B. z I Wydziału Cywilnego) czy też od końca (a więc od pana o imieniu na literę R. z wydziału XV Karnego)? A może powinniśmy pisać według wydziałów SO do których asystenci pozakonkursowi trafili? Tylko od którego wydziału zacząć? Może od cywilnego, może od ubezpieczeń a może od karnego (tylko którego – pierwszo czy drugoinstancyjnego)?

Usta Wojtaszka mówią: „nie ma możliwości aby asystentem została osoba która nie zdała egzaminu”. To jaki egzamin na asystenta zdawała pani Olga Szymanek? Bo, jak donoszą nasi czytelnicy, została ona asystentką w sądzie rejonowym jeszcze zanim wprowadzono obowiązkowe konkursy i nigdy do jakiegokolwiek egzaminu nie podchodziła. Oczywiście, jeżeli szanowny Pan Rzecznik twierdzi inaczej to chyba nie będzie problemu z opublikowaniem jej pracy konkursowej? Sama zainteresowana powinna się zgodzić. Przecież nie chciałaby aby ktokolwiek mówił, że do SO przeniesiono ją na lewo, bo jest synową byłego prezesa Sądu Rejonowego w Puławach (tu również podziękowania dla czytelników).

Ustaw Wojtaszka odniosły się też do komunikatu KSSiP. „Ta informacja jest nieaktualna, bo pochodzi z zeszłego roku. Jest też nieprecyzyjna, bo są to etaty dla całego okręgu, a więc sądu okręgowego i jedenastu sądów rejonowych w Lublinie”. Jest to o tyle ciekawe, że przecież w samym komunikacie osobno podawane są informacje o wolnych etatach w sądach rejonowych i w sądach okręgowych. Żaden inny sąd okręgowy nie popełnił takiej pomyłki. Ponadto konkursy organizują przecież prezesi poszczególnych sądów. Oczywiście można też zapytać z drugiej strony: kto w takim razie jest odpowiedzialny za przekazanie KSSiP nieaktualnych danych? Dlaczego doszło do publikacji która kompromituje szkołę i jej szefa?

W sumie trudno jest powiedzieć co w tej sprawie bardziej bulwersuje. Czy to, że szefostwo SO w Lublinie robi co chce, niezależnie od przepisów? A może to, że rzecznik sądu zupełnie bezkarnie kłamie, miesza się w wyjaśnieniach ale nie ma z tym żadnych problemów moralnych?

W jaki sposób mamy przekonać zwykłych obywateli, że powinni przestrzegać prawa i szanować sądy, skoro prezes Sądu Okręgowego i jego kolega rzecznik (nie wspominając już o kierowniczce kadr) nie mają najmniejszych oporów przed łamaniem przepisów dla własnej wygody? Jak przekonać opinię publiczną, że nie wolno zwiększać nadzoru nad sądami? Przecież to, co się dzieje w Lublinie jest idealną ilustracją tezy, że środowisko sędziowskie nie potrafi się samo oczyszczać, więc proces kontroli musi być przesunięty „na zewnątrz”. No bo skoro sam Prezes Sądu Okręgowego dopuszcza się daleko idących nieprawidłowości i przy mianowaniu referendarzy i przy zatrudnianiu asystentów, to w Lublinie zamiast samorządności potrzeba raczej zarządu komisarycznego albo ogłoszenia upadłości. Choć to drugie w sumie częściowo udało się dzięki przeniesieniu sądu do Świdnika 😉

A tak na marginesie: czy zachowanie rzecznika (nie mówiąc już o prezesie) przypadkiem nie przynosi ujmy godności sędziego? Ciekawe co na ten temat ma do powiedzenia rzecznik dyscyplinarny? 😉

Jednakowoż czekamy na kolejne oświadczenia Ust Wojtaszka licząc, że dostarczą one nam niezliczonych okazji do turlania się po podłodze ze śmiechu. Mamy również nadzieję, iż dziennikarze czytający naszego bloga będą na tyle nieuprzejmi, że zadadzą pytania postawione przez nas wyżej (na przykład pytając o to do jakich i kiedy konkursów podeszła asystencka elita awansowana do SO) 🙂 A żeby Ustom Wojtaszka nie było przykro – dedykujemy szlagier z lat naszej młodości 🙂

Arturze – trzymaj się. To dzięki takim jak Ty istniejemy 🙂

Written by myrialejean

2011/02/02 at 8:40 am