Summum Ius Summa Iniuria

Lubelski sąd jakiego nie znacie

Archive for the ‘hjumen risorses’ Category

Rodzinnie na święta, czyli jak zamienić kijek na kijek.

2 komentarze

Odbywające się w dniu dzisiejszym zgromadzenie SO skłania do powrotu do tematyki, z której blog wyrósł. Zgromadzenie to pierwszy szczebel na drabinie prowadzącej do zawodu sędziego. Tyle teorii, bo w praktyce drabinka ta zaczyna się przy urodzenie bądź zawiązaniu węzła małżeńskiego.

W ciągu ostatnich miesięcy pojawiło się tutaj kilka tekstów zwracających uwagę na kandydatury dwóch pań, żony wiceprezesa SR i córki sędzi SO, prezentowane przed ówczesnym zgromadzeniem. W zasadzie nikt nie miał wątpliwości kto wygra, ale sprawa nabrała nagle rozgłosu.

Kiedy ujawniliśmy, że ani małżonek ani rodzic, którzy jawnie zabiegali o poparcie dla swoich kandydatek, nie wyłączyli się od głosowania w ich sprawie, temat przebił się do tzw. obiegu publicznego (mainstreamu). Skończyło się to burzą medialną oraz dość niespodziewanym stanowiskiem KRS, które cytowaliśmy w jednym z artykułów.

Niestety, potem były wakacje, Amber Gold i sprawa konsekwencji premiowania rodziny została po raz kolejny zamieciona pod dywan. Z materią próbował jeszcze walczyć Jacek Czerniak (lubelski poseł), który w interpelacji o nr 8012 usiłował dowiedzieć się od Ministra Sprawiedliwości co się dalej ze sprawą dzieje. Historię korespondencji można znaleźć na stronie sejmowej. Oczywiście skończyło się jak zwykle albowiem do sprawy zaprzęgnięto Retorykę Ministerialną. I wprawdzie potraktowany nią raz poseł próbował jeszcze wrócić na pole walki, jednakże dawka zdrowego absurdu zaserwowana z drugiej rury na razie załatwiła sprawę.  Poseł RP poległ w tej sprawie równie stanowczo, co król Władysław na chwilę przed dowiedzeniem się, że dostanie przydomek Warneńczyk.

Tymczasem niektórzy odtrąbili połowiczny sukces. Wprawdzie ani sędzi Samulak ani sędziemu Obłozie włos z głowy nie spadł, jednakże dziecko i małżonka tym razem sędziami nie zostali. Nepotyzm został ukrócony, cieszcie się narody.

Otóż spieszymy poinformować, iż 23 października 2012 roku (tu przepraszamy za zwlekanie do dziś, ale data jest bardziej odpowiednia) w Pałacu Prezydenckim miała miejsce uroczystość wręczania nominacji sędziowskich. Niespodzianki nie było, wśród nominowanych nie znalazły się wymienione panie. Przyjrzyj się jednak drogi czytelniku liście mianowań w okręgu lubelskim. Patrz uważnie. Żeby było łatwiej, podpowiemy.

Czy wiecie kto dostał najbardziej lukratywny etat w całym konkursie – a więc etat w Sądzie Rejonowym Lublin Zachód w Lublinie? Przemysław Telenga, radca prawny, pracownik naukowy UMCS. I zupełniuśkim przypadkiem, prywatny i na własność mąż swojej żony. Która to żona Edyta Telenga, równie wielkim przypadkiem, również jest, tu niespodzianka 😉 sędzią tego samego Sądu Rejonowego, od niedawna udzielająca się we flagowym z punktu widzenia ministerstwa, esądzie.

Spójrzmy jednak dalej. Tak około 60 km od Lublina, gdzie znajduje się Sąd Rejonowy w Kraśniku. Na pewno już wiecie, że etat dostała tam Monika Ostrowska. Zgadnijcie, czy ma ona rodzinę w sądownictwie? 🙂 Aby się upewnić, przedzwońcie do Sądu Rejonowego w Białej Podlaskiej i poproście o rozmowę z przewodniczącym, do wyboru, I lub III wydziału.

Cóż za niespodzianka! Dwa etaty z ostatniego rozdania, zamiast trafić do dziecka sędziego i małżonka sędziego, trafiły do dziecka sędziego i małżonka sędziego. Najwyraźniej inaczej się nie da. Wygląda na to, że w tłumie kandydatów byli jedynie małżonkowie i dzieci. Dziwnym trafem, co by się na lubelszczyźnie nie działo, rodzinnie i miło być musi. Oczywiście, czasem jedna rodzina wyprzedzi inną, ale przecież nikomu się nie pali.

W końcu mamy następny, uczciwy i otwarty konkurs, w którym wszyscy kandydaci, bez względu na pokrewieństwo i powinowactwo, mają takie same szanse 😉

I startujemy właśnie dziś. Do biegu… Gotowi…

Written by myrialejean

2012/12/07 at 10:14 am

eMeS.Watch patrzy!

leave a comment »

I uczy się erystyki.

Jak już wspomnieliśmy w poprzednim wpisie, rośnie nam konkurencja 😉

2 września bieżącego roku, pod adresem emeswatch.blogspot.com zadebiutował blog eMeS.watch. Autorka bloga (jeżeli tu się pomyliliśmy prosimy o korekte w komentarzach, będziemy publikować sprostowanie) postanowiła rozszerzyć dywersyjno – terrorystyczną działalność, jaką już od jakiegoś czasu prowadziła na portalu facebook. Ponieważ wzięła na widelec ministerstwo, w ciągu miesiąca zaliczyła większą ilość publikacji, niż nasz blog w dwa lata.

Na eMeS.watch warto zajrzeć przede wszystkim dlatego, że blog ten analizuje powszechnie dostępne (bądź też udostępniane na wniosek) dane, punktując wpadki, głupoty oraz propagandowe bzdury mocniej i lepiej, niż Witalij Kliczko Adamka w ubiegłym roku.

W jednym z ostatnich wpisów „PIASKOWNICA, CZYLI SZTUKA PROWADZENIA SPORÓW MINISTERSTWA SPRAWIEDLIWOŚCI „ blog pastwi się nad porażającymi profesjonalizmem odpowiedziami Ministerstwa Sprawiedliwości. Strona internetowa Ministerstwa jednego z krajów UE służy bowiem, zdaniem jej autorów, nie do pozyskiwania informacji o wymiarze sprawiedliwości, a jako tuba propagandowa. Dlatego więc pierwszą rzeczą jaka się na niej ukazuje, są ogłoszenia parafialne, znalezienie zaś istotnych danych wiąże się z dłuższym kopaniem. Ogłoszenia zazwyczaj sprowadzają się albo do mówienia, że deszcz pada do góry albo też, w co bije nasza konkurencja, do polemizowania z tymi, co twierdzą, że jednak pada do dołu. Zazwyczaj metodą twierdzenia, że przecież u nas Syjoniści biją Murzynów, a pod Grunwaldem nasi walczyli za wolność naszą i waszą.

Polecamy zresztą następujący eksperyment: przeczytajcie sobie kilka – kilkanaście odpowiedzi MS , a potem obejrzyjcie ten film.

Prawda, że ta sama metoda?

Chcieliśmy jednak zauważyć, że to, co zauważyła konkurencja, to nihil novi. Prawa autorskie do metody posiadają bowiem sędziowie z lubelskiego Sądu Okręgowego.

17 grudnia 2010 roku opublikowaliśmy informację, iż prezes Wojtaszek był uprzejmy dokonać czynu polegającego na przyjęciu do pracy asystentów sędziów bez jakiegokolwiek konkursu. Stało się tak pomimo tego, że konkursy takie były obowiązkowe (https://summumius.wordpress.com/2010/12/17/creative-asystent/). Krótko mówiąc – prezes dla własnej wygody uchylił sobie ustawę.

Z uwagi na to, że dużo ciekawszym tematem dla prasy był wtedy organizowany przez ówczesnego prezesa Tchórzewskiego „nabór do sądu rodzinnego”, sprawa nie zyskała rozgłosu, nawet pomimo faktu, iż wśród awansowanych znalazła się przypadkiem synowa jednego z sędziów.

Komuś jednak musiały zadrżeć kolana, jako iż niebawem z pomocą Wojtaszkowi przyszedł jego kolega, sędzia Pietraszko z Sądu Apelacyjnego, wówczas już dyrektor lubelskiego Hogwartu. W tekście, który opublikowaliśmy 10 stycznia 2011 roku, opisaliśmy stworzoną przez KSSiP dokumentację, opublikowaną zresztą na stronach Szkoły. Dokumentacja ta, co można byłe wówczas samemu sprawdzić, fałszywie poświadczała, że konkurs się jednak odbył (https://summumius.wordpress.com/2011/01/10/virtual-reality/).

Sprawa ta była oczywista. Nasze rewelacje można było zweryfikować po prostu klikając w podane w artykule linki, prowadzące do dokumentacji wytworzonej właśnie przez SO i KSSiP, które to niechcący ukręciły bat same na siebie. Musiało to zresztą zrobić pół Polski, bo zanim dokumentacja w tajemniczy sposób zniknęła ze strony, sprawą zajęły się ogólnopolskie gazety.

I wtedy właśnie zaczęto testować metodę, którą teraz stosuje MS (czyżby wykupili franczyzę?). Otóż rzecznik lubelskiego Sądu Okręgowego stanął ponad dosyć niewygodną dokumentacją i stwierdził, że blog nie pisze prawdy, komunikat był nieprecyzyjny, a poza tym to nie można zostać asystentem bez konkursu. Oczywiście należy się zgodzić z tym, że nie można, co nie zmieniało faktu, że lubelski SO właśnie tak pozyskał nowych pracowników.

Jak widać logika dosyć często pada ofiarą wyjaśnień prominentów polskiego sądownictwa. Nikomu to w zasadzie nie przeszkadza, bo przecież nie o prawdę czy prowadzenie sądów zgodnie z prawem tu chodzi. W tym miejscu warto zauważyć, że nie ma co oburzać się na Gowina o to, co powiedział na temat szanowania przepisów. Te są bowiem od lat olewane przez sędziów we wszystkich instancjach i do tej pory nikomu to nie przeszkadzało. Obserwując falę oburzenia, jaka przewaliła się przez media po wypowiedzi frontmana nie przypominamy sobie, aby coś podobnego miało miejsce po ujawnieniu przez nas wyżej wspomnianych nieprawidłowości w wykonaniu prezesa Wojtaszka i ekipy. A mówimy tylko o asystentach, bo ustawianie nominacji referendarskich przez lubelski SO to temat rzeka.

Ciekawi tylko jesteśmy kiedy w ogłoszeniach parafialnych MS zaczną znajdować się odpowiedzi na zarzuty blogów?

Written by myrialejean

2012/10/27 at 7:39 am

Sąd made in China

10 komentarzy

Jeszcze przez 3 dni wszyscy chętni mogą starać się o pracę w lubelskim sądownictwie. Tym razem będzie to dziecinnie proste a zagrożenie konkurencją ze strony osób posiadających familijne wsparcie będzie zerowe.

Dzisiejszym artykułem w pewnym sensie wracamy do początków, przynajmniej jeśli chodzi o tematykę. Wygląda na to, iż nabory pracowników do lubelskich sądów będą stanowiły źródło inspiracji do pisania na długie lata.

Na początku tygodnia na stronie Sądu Rejonowego Lublin – Wschód w Świdniku zadebiutowała nieznana wcześniej Pani Katarzyna Kwiatkowska. Debiut literacki odbił się dość głośnym echem. W ciągu pierwszego dnia otrzymaliśmy dokładnie 17 maili z linkiem do strony SR. Ogólnym przesłaniem piszących było „opublikujcie coś na ten temat bo to…”. Reszta odpowiedzi mieści się pomiędzy „jakieś jaja” a „bandytyzm” (jeśli nie liczyć dwóch niecenzuralnych).

Co spowodowało taki odzew?

Konkurs na stanowiska sekretarzy został bowiem ogłoszony z zastosowaniem chińskiego know how.

Otóż konkurs nie jest konkursem a przetargiem. Pracę dostaną ci, którzy zaproponują, że zatrudnią się, uwaga, za najniższą pensję. To jest jedyne kryterium.

Oczywiście, oficjalnie przetarg jest na „Wprowadzanie danych, komputerowe maszynopisanie i dodatkowe usługi biurowe”.

W udostępnionym na stronie (http://lublin-wschod.sr.gov.pl/zp/4.html) dokumencie czytamy, że zatrudnieni w zakresie obowiązków będą mieli „wykonywanie zarządzeń w sprawach prowadzonych przez Wydział Cywilny; dołączanie pism i innych dokumentów do akt oraz przekazywanie ich sędziom referentom do decyzji; wysyłanie prawomocnych orzeczeń stosownym organom i osobom; protokołowanie na rozprawach…”.

I dalej: „wysyłanie wezwań i zawiadomień; sporządzanie wokand, odpisów
orzeczeń i wysyłanie ich stronom; dołączanie zwrotnych potwierdzeń oraz pism wpływających do
Wydziału do właściwych akt; zszywane akt; wprowadzanie danych do systemu informatycznego;
kierowanie poleceń egzekucyjnych do komorników; wysyłanie ponagleń do skazanych i ukaranych
odnośnie niezapłaconych należności na rzecz Skarbu Państwa; wysyłanie tytułów wykonawczych
do pokrzywdzonych; wysyłanie odpisów postanowień odnośnie spraw należnościowych; zszywanie
i przygotowywanie akt celem przekazywania ich do archiwum; prowadzenie urządzeń
ewidencyjnych; przekazywanie spraw do Zespołów Kuratorskiej Służby Sądowej”.

Nie przypomina wam to czegoś? 🙂 Bo jak dla nas to jest wypisz wymaluj sekretarz sądowy.Tylko bez tych całych niewygodnych konkursów, o które było tyle zamieszania jesienią.

Czyż to nie nowatorskie? Nie dość, że potem nikt nie będzie narzekał to jeszcze ile pieniędzy da się zaoszczędzić? W końcu startujący nigdy nie wiedzą, czy nie pojawi się ktoś, kto zaproponuje 100 zł mniej niż oni. Stąd też wszyscy będą musieli zejść tak nisko, jak to tylko jest dla nich możliwe. A że poniżej gwarantowanej przez państwo płacy minimalnej? Bo, jakby ktoś nie zauważył, w przetargu nie ma minimum. Ktoś kto zaproponuje, że będzie pracował na 100 zł miesięcznie – wygrywa 🙂

Może by w takim razie zorganizować jeszcze licytację? To by był pomysł. Jakie widowisko! Jakie oszczędności!

Zadziwiające jest, że ktoś w ogóle wpadł na pomysł, iż pracowników można kupować na zasadach takich samych, jak papier do drukarki. Co więcej, na tym tle fabryki w Malezji czy Chinach są przy sądzie pracodawcą wręcz luksusowym. Tam bowiem dolar dziennie jest przynajmniej gwarantowany. W Świdniku nie wykluczone, że będzie trzeba zejść poniżej.

No ale skoro pracownicy SO w Lublinie „przenieśli się” już na kierownicze stanowiska w SR, skoro takie persony jak Tata Zwierz są tam bezpiecznie zainstalowane, najlepsze stanowiska już zabezpieczono, to można już bez żadnych oporów realizować „zakup taniej siły roboczej”. Ktoś przecież pracować musi.

Tajemnicą poliszynela jest, iż konkurs stanowi pomysł, jakże by inaczej, pracowników Sądu Okręgowego, którzy wobec braku kierownika finansowego (na którego stanowisko jest konkurs, nie przetarg) chwilowo rządzą SR.

Pojawia się tutaj pytanie: czy ktoś mógłby zorganizować przetarg na obsługę lubelskiego sądownictwa w zakresie wynikającym z zadań prezesa SO?

Written by myrialejean

2011/02/19 at 8:10 pm

O szanowaniu togi czyli wirtualnej rzeczywistości ciąg dalszy

6 komentarzy

Rozkręca się sprawa naboru-widmo do SO w Lublinie.

Ponad tydzień temu o sprawie napisała Gazeta Prawna ( http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/480587,wymiar_sprawiedliwosci_sady_czekaja_na_asystentow_sedziego.html ). W artykule wytoczono ciężkie działa względem wiarygodności artykułów pojawiających się na tym blogu. Wziął się za nas sam rzecznik lubelskiego okręgowego, sędzia Artur Ozimek. Czyli z racji swojej funkcji – Usta Wojtaszka.

„Ten blog nie podaje prawdziwych informacji. Nie można zostać asystentem, nie przechodząc procedury konkursowej” zagrzmiały Usta Wojtaszka. Po czym dorzuciły „Jeżeli ktoś jest dobry, zostaje asystentem sędziego sądu okręgowego. Ale nie ma możliwości, żeby została nim osoba, która nie zdała egzaminu”.

Nie za bardzo wiemy jak komentować takie oświadczenie. Właściwie jedyna rzecz która przychodzi do głowy to stwierdzenie, że komuś toga myli się ze szmatą.

Drogi Arturze! Niektórzy z nas kilkukrotnie słyszeli Cię wypowiadającego się o etyce u prawników. Pewnego razu w szerszym gronie mówiłeś, jak to etyka adwokacka upadła, kiedy adwokaci zachysnęli się swoją samorządnością. Byłeś zniesmaczony, gdy lubelska palestra robiła problemy sędziom, którzy chcieli się do niej przenieść i odmawiała wpisywania ich na listy. Wspominałeś wtedy o nadużywaniu uprawnień i o związanej z tym postawie osób u władzy. Władza podobno miała deprawować.

Jakże prawdziwe są teraz Twoje słowa w odniesieniu do sędziów. Jak długą drogę przeszedłeś od wtedy do teraz.

A może nie przeszedłeś? Może zawsze byłeś hipokrytą i kłamcą?

Twierdzisz, że nie piszemy prawdy. Że nie można zostać asystentem nie przechodząc konkursu. Tymczasem właśnie tak się stało.

Nie było żadnego ogłoszenia, nie było żadnego konkursu.

Nie było też przeniesienia, porozumienia pomiędzy prezesami czy czegokolwiek (choć ustawa i tak na to nie pozwala). Po prostu uzgodniono z „awansowanymi kandydatami”, że zwolnią się z Sądu Rejonowego w Lublinie a następnego dnia Sąd Okręgowy w Lublinie ich zatrudni. Do części z nich dzwoniły Kadry SO (tak, znowu pani Bogacz), niektórych osobiście do pracy w SO zaprosił prezes.

Tak czy inaczej „zaproszenia” do współpracy otrzymali tylko pracownicy lubelskiego SR. Zdaniem Ust Wojtaszka oznacza to chyba, że żadni kompetentni asystenci nie pracują w którymkolwiek z pozostałych sądów rejonowych w okolicy. Choć to owszem, popieramy. Nikt by nie chciał żeby jakiś wieśniak do pracy w Sądzie Okręgowym przyjechał furmanką 😉 Spadajcie na drzewo, wieśniaki! 😉

W tym miejscu mamy pytanie: czy aby udowodnić, że piszemy prawdę powinniśmy jeszcze opublikować listę osób „przeniesionych” do okręgu zaczynając wydziałami od początku (a więc od pani o imieniu na literę B. z I Wydziału Cywilnego) czy też od końca (a więc od pana o imieniu na literę R. z wydziału XV Karnego)? A może powinniśmy pisać według wydziałów SO do których asystenci pozakonkursowi trafili? Tylko od którego wydziału zacząć? Może od cywilnego, może od ubezpieczeń a może od karnego (tylko którego – pierwszo czy drugoinstancyjnego)?

Usta Wojtaszka mówią: „nie ma możliwości aby asystentem została osoba która nie zdała egzaminu”. To jaki egzamin na asystenta zdawała pani Olga Szymanek? Bo, jak donoszą nasi czytelnicy, została ona asystentką w sądzie rejonowym jeszcze zanim wprowadzono obowiązkowe konkursy i nigdy do jakiegokolwiek egzaminu nie podchodziła. Oczywiście, jeżeli szanowny Pan Rzecznik twierdzi inaczej to chyba nie będzie problemu z opublikowaniem jej pracy konkursowej? Sama zainteresowana powinna się zgodzić. Przecież nie chciałaby aby ktokolwiek mówił, że do SO przeniesiono ją na lewo, bo jest synową byłego prezesa Sądu Rejonowego w Puławach (tu również podziękowania dla czytelników).

Ustaw Wojtaszka odniosły się też do komunikatu KSSiP. „Ta informacja jest nieaktualna, bo pochodzi z zeszłego roku. Jest też nieprecyzyjna, bo są to etaty dla całego okręgu, a więc sądu okręgowego i jedenastu sądów rejonowych w Lublinie”. Jest to o tyle ciekawe, że przecież w samym komunikacie osobno podawane są informacje o wolnych etatach w sądach rejonowych i w sądach okręgowych. Żaden inny sąd okręgowy nie popełnił takiej pomyłki. Ponadto konkursy organizują przecież prezesi poszczególnych sądów. Oczywiście można też zapytać z drugiej strony: kto w takim razie jest odpowiedzialny za przekazanie KSSiP nieaktualnych danych? Dlaczego doszło do publikacji która kompromituje szkołę i jej szefa?

W sumie trudno jest powiedzieć co w tej sprawie bardziej bulwersuje. Czy to, że szefostwo SO w Lublinie robi co chce, niezależnie od przepisów? A może to, że rzecznik sądu zupełnie bezkarnie kłamie, miesza się w wyjaśnieniach ale nie ma z tym żadnych problemów moralnych?

W jaki sposób mamy przekonać zwykłych obywateli, że powinni przestrzegać prawa i szanować sądy, skoro prezes Sądu Okręgowego i jego kolega rzecznik (nie wspominając już o kierowniczce kadr) nie mają najmniejszych oporów przed łamaniem przepisów dla własnej wygody? Jak przekonać opinię publiczną, że nie wolno zwiększać nadzoru nad sądami? Przecież to, co się dzieje w Lublinie jest idealną ilustracją tezy, że środowisko sędziowskie nie potrafi się samo oczyszczać, więc proces kontroli musi być przesunięty „na zewnątrz”. No bo skoro sam Prezes Sądu Okręgowego dopuszcza się daleko idących nieprawidłowości i przy mianowaniu referendarzy i przy zatrudnianiu asystentów, to w Lublinie zamiast samorządności potrzeba raczej zarządu komisarycznego albo ogłoszenia upadłości. Choć to drugie w sumie częściowo udało się dzięki przeniesieniu sądu do Świdnika 😉

A tak na marginesie: czy zachowanie rzecznika (nie mówiąc już o prezesie) przypadkiem nie przynosi ujmy godności sędziego? Ciekawe co na ten temat ma do powiedzenia rzecznik dyscyplinarny? 😉

Jednakowoż czekamy na kolejne oświadczenia Ust Wojtaszka licząc, że dostarczą one nam niezliczonych okazji do turlania się po podłodze ze śmiechu. Mamy również nadzieję, iż dziennikarze czytający naszego bloga będą na tyle nieuprzejmi, że zadadzą pytania postawione przez nas wyżej (na przykład pytając o to do jakich i kiedy konkursów podeszła asystencka elita awansowana do SO) 🙂 A żeby Ustom Wojtaszka nie było przykro – dedykujemy szlagier z lat naszej młodości 🙂

Arturze – trzymaj się. To dzięki takim jak Ty istniejemy 🙂

Written by myrialejean

2011/02/02 at 8:40 am

Virtual Reality

9 komentarzy

W ostatnich tygodniach region lubelski znowu znalazł się w awangardzie. Komputeryzacja sądów od kilku lat jest oczkiem w głowie Ministerstwa Sprawiedliwości. Nasz Sąd Okręgowy do spółki z Krajową Szkołą Sądownictwa i Prokuratury postanowił pójść dalej.

W Lublinie wprowadzono pierwszy na świecie funkcjonujący system wirtualnej rzeczywistości.

W niedawnym tekście opisaliśmy akcję werbowania asystentów pod hasłem „Nie dla wieśniaków!”. Pokazaliśmy jak Sąd Okręgowy w Lublinie łamiąc przepisy ustawy prawo o ustroju sądów powszechnych zatrudnił nowych asystentów sędziów nie przeprowadzając obligatoryjnych konkursów. Zamiast tego po cichu zatrudniono asystentów którzy, zupełnym przypadkiem, dzień wcześniej zwolnili się na własną prośbę z Sądu Rejonowego w Lublinie.

Jak można było się spodziewać sprawa nie została w jakikolwiek sposób skomentowana. O dziwo nikogo nie ukarano także awansem. Wydawało się już, że o temacie można zapomnieć, kiedy do akcji wkroczył dyrektor Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury – Leszek Pietraszko.

Za zaangażowanie w sprawę sędziemu należałoby przyznać Złotą Miotłę za rok 2010. Bez dwóch zdań było to najładniejsze zamiatanie kłopotliwych danych pod dywan jakie widzieliśmy w zeszłym roku. Otóż w ostatnich dniach grudnia (dzięki czemu udało mu się zdobyć nominację jeszcze w roku ubiegłym) dyrektor szkoły wydał komunikat w sprawie wolnych etatów na stanowiska referendarskie i asystenckie w sądach i prokuraturach od dnia 1 stycznia 2011 r, opublikowany pod adresem http://www.kssip.gov.pl/info/aktualnosci/wykaz_etaty_referendarz_asystent_sad_prokuratura_21_12_2010 .

W treści komunikatu Leszek Pietraszko pisze: „W załączeniu przedstawiam wykaz wolnych etatów referendarskich i asystenckich, sporządzonych na podstawie informacji uzyskanych od prezesów sądów i szefów prokuratur.” Najciekawsza jest 3 strona załącznika (http://www.kssip.gov.pl/files/23d86ebd297d68885ca0fbeb9147b0c9.pdf ) gdzie zawarta jest informacja o apelacji lubelskiej. Można tam przeczytać, iż (uwaga) w SO w Lublinie jest 9,5 wolnych etatów na stanowisku asystenta sędziego. Niestety, jakże pechowo, „trwają procedury konkursowe”.

Tłumacząc powyższe na język zwykłych ludzi – konkurs którego nie było, jednak był, a wszyscy którzy twierdzą że go nie było mieli halucynacje. Oczywiście mozna też powiedzieć, że w Lublinie można w jakiś sposób skonstruować „konkurs post factum”. Najpierw przyjmujemy ludzi, potem dopasowujemy dokumenty. Po co się męczyć z przepisami skoro można (choć tylko na papierze) stworzyć wrażenie, że wszystko jest w porządku?

Komunikat spowodował u nas pewną konsternację. Taka treść jak najbardziej oznacza, że konkurs którego nie było winien był jednak się odbyć. Jak widać jednak rozwiązaniem prostszym, niż „awansowanie za karę” sędziego Wojtaszka do Sądu Apelacyjnego, jest stworzenie dokumentacji prawdziwej inaczej.

Nie chcielibyśmy zostać posądzeni o brak konstruktywnej krytyki. Dlatego też polecamy poprawiaczom rzeczywistości korektę strony internetowej SO w Lublinie (http://lublin.so.gov.pl/oferty-pracy/komunikat-prezesa-sadu-okregowego-w-lublinie-po-przeprowadzonym-konkursie-na-stanowisko-asystenta-sedziego-w-sadzie-okregowym-w-lublinie-z-dnia-20-grudnia-2010-r.html ) gdzie prezes SO przyznaje się do zatrudnienia tylko jednej osoby – z własnych informacji dodamy, że na pół etatu. Może by tak i to poprawić, bo otwarte przyznawanie się do przekręcenia 9 etatów (!) naprawdę głupio wygląda 🙂

Acha, ściągnijcie sobie te dokumenty na twarde dyski jak najszybciej. Może się okazać, że długo na swoich miejscach nie pozostaną;)

Written by myrialejean

2011/01/10 at 8:03 am

Cofając do przodu

11 komentarzy

Ponoć cudowną rzeczą w życiu jest móc poczuć zaskoczenie. Człowiek wtedy czuje, że żyje gdyż nie ma nic gorszego, niż stagnacja. Oczywiście osoby, które poczuły zaskoczenie, gdyż znalazły się w Świdniku (a miały zostać w Lublinie) mogą się nie zgodzić 😉

My poczuliśmy zaskoczenie ostatnimi wydarzeniami związanymi z szefostwem naszego sądu. Wyszło, że nasz blog jest medium wpływowym. W związku z tym planujemy rozpoczęcie publikacji artykułów sponsorowanych, myślimy też o wstawianiu reklam. Skoro pieniądze pchają się do ręki to czemu nie?

Okazuje się, że nic nie jest tak dobre dla kariery jak zostanie bohaterem naszego artykułu 🙂 W zamieszaniu które spowodowały publikacje nasze oraz lubelskiej Gazety Wyborczej (które jakiś niecny redaktor wrzuca co i rusz na główną stronę gazeta.pl) podniosły się głosy, aby prezesa SR w Lublinie odwołać.

Ponieważ nasze środowisko dba o dobre imię wymiaru sprawiedliwości i potrafi się samodzielnie oczyścić, wymyślono salomonowe rozwiązanie: degradacja przez awans.

Sędzia Tchórzewski nie będzie już prezesem SR w Lublinie. Jest to prawda. Choć zasadniczo jej połowa. Ale to jest ta lepsza połowa, która winna była przebić się do mediów. Druga część jest taka, iż prezes przestaje być prezesem, bo awansuje do Sądu Okręgowego.

W tym miejscu gratulacje należą się nam, autorom. To my przyspieszyliśmy karierę prezesa o dobre 3 lata. W normalnej sytuacji na stałą delegację mógłby on liczyć dopiero po normalnym zakończeniu kadencji. Tylko dzięki blogowi ze wszystkim się pospieszono.

Tutaj pojawiają się dwia pytania:

1) Czy w związku z powyższym możemy liczyć na dowody wdzięczności prezesa w postaci alkoholu i czekoladek (za kwiatki dziękujemy, nikt nie ma w domu królika)? Gdzie i kiedy moglibyśmy je odebrać?

2) Czy ktoś z czytelników bloga chciałby, abyśmy go obsmarowali na naszych łamach? Jak widać jesteśmy medium która daje kopa w karierze z siłą, która spowodowałaby załamanie nerwowe nawet Roberto Carlosa. A już na pewno atak paniki u Ikera Casillasa. Nie jest to nasz jedyny sukces.

Do góry idzie także Łukasz Obłoza, będący kolejnym bohaterem artykułów naszych i GW. Niewątpliwie będzie on ciekawym wiceprezesem. Jest to jedyna osoba w sądzie która najwyraźniej wyznaje zasadę kompletnego fuga mundi do poziomu graniczącego z autyzmem oraz, najprawdopodobniej, nie posługuje się komputerem.

Skąd takie wnioski?

W pierwszym artykule GW poświęconym SR w Lublinie przewodniczący IV Wydziału Karnego sędzia Ł. przyznał, że w ogóle nie wiedział kto przewodniczył komisji konkursowej w czasie, gdy jego brat dostawał pracę w sądzie. Oznacza to, iż sędzia w żaden znany analogowy sposób nie komunikuje się ze światem zewnętrznym. Ponadto nie jest w stanie uzyskać z sieci informacji, której znalezienie na stronie internetowej sądu zajmuje 3 kliknięcia.

Oczywiście sędzia jest sędzią, a więc nie możemy w ogóle zakładać, iż minąłby się z prawdą. Tertium non datur – wiceprezesem będzie analogowo – cyfrowa wersja kameduły. Podobno oddział gospodarczy już dostał polecenie wymontowania progu przy drzwiach przyszłego wiceprezesa. Ma to umożliwić bezstresową komunikację poprzez wsuwanie dokumentów pod zamkniętymi drzwiami, ograniczając do zera kontakt z jakimikolwiek przedstawicielami rodzaju ludzkiego. Podobno w planach jest też montaż drabinki za oknem, aby wiceprezes mógł nie stresować się wychodzeniem razem z resztą pracowników.

Jest jednak pytanie które nas dręczy – gdzie w takim razie awansuje rodzina Zwierzów?

***

Na poważnie: ciekawe jak sądzący się w dość elitarnej I Cywilnej SO w Lublinie zareagują na sędziego Tchórzewskiego? A podobno zależy nam na budowaniu szacunku dla wymiaru sprawiedliwości…

Written by myrialejean

2010/12/17 at 8:21 pm

Creative asystent

2 komentarze

Pisaliśmy już na blogu o wybiórczym traktowaniu naboru na wolne stanowiska w SR w Lublinie. Musimy oddać prezesowi Tchórzewskiemu jedno – przynajmniej konkurs, jaki by nie był, się odbył. W komentarzach pojawiły się głosy nawołujące prezesa SO do interwencji. Uspokajamy – interwencji nie będzie.

Przejrzeliśmy nasze wpisy i wyszło nam, że w swej niesprawiedliwości nie opisaliśmy jednej grupy zawodowej egzystującej w sądzie – asystentów sędziów. A że mało pisaliśmy też o Sądzie Okręgowym to sami już wiecie o czym będzie.

Otóż wypatrzyliśmy, że na korytarzach SO pojawiły się nowe osoby. Przeprowadzone wczoraj i dzisiaj śledztwo ujawniło, że są to nowi asystenci sędziów. Rzucicie się teraz zapewne na strony internetowe SO w poszukiwaniu informacji. Od razu mówimy, możecie sobie darować.

Konkursu nie było.

Czyż to nie jest nowatorskie rozwiązanie? 🙂 Nie ma konkursu, nie ma informacji na stronie sądu, nie ma ryzyka, że ktoś o czymś napisze. Czyli nie ma problemu. Jak widać decydenci posiadają zdolność bardzo szybkiej adaptacji do zaistniałych warunków.

Skąd się wzięli nowi asystenci? Z Sądu Rejonowego w Lublinie.  Zostali „awansowani”. Kryteria według których tego dokonano są jednak nieznane, choć kandydatów poszukiwano tylko w sądzie lubelskim. Zdaje się, że to kontynuacja apartheidu z jakim mają do czynienia referendarze in spe.

Poczytaliśmy przepisy o naborze i wyszło nam, że (jakkolwiek niewygodne by to było) KAŻDE wolne stanowisko asystenta sędziego, podobnie jak stanowisko sędziego, musi być obsadzone w drodze konkursu. Co ciekawe: pisemnego. Konkurs musi poprzedzić ogłoszenie, zaś jego przebieg jest szczegółowo opisany w ustawie i przepisach wykonawczych. W tym miejscu aż ciśnie się na usta argument: może w wystarczy, że raz się podeszło do konkursu do SR a potem po co męczyć i kandydata i prezesa? W związku z powyższym informujemy, że mamy listę osób zatrudnionych w SO w ostatnim czasie. Są na niej osoby, które nigdy do konkursu nie podchodziły, a w SR znalazły się na skutek obsadzania stanowiski jeszcze z wolnej ręki.

Kluczowym argumentem są jednak przepisy ustawy o ustroju sądów powszechnych, które nie zezwalają pod żadnym pozorem na odstąpienie od procedury konkursowej. Ciekawi nas też, według jakich kryteriów dobierano asystentów do awansu? Można się oczywiście tylko domyślać. Bylibyśmy nierzetelni, gdybyśmy w tym miejscu nie wspomnieli, że do Sądu Okręgowego przemycona została w ten sposób żona naszego lubelskiego kuratora, Grzesia Szymanka – Olga.  Sam Grzegorz nigdy zresztą nie krył, iż pochodzi z rodziny sędziowskiej.

Bez odpowiedzi pozostaje również pytanie – dlaczego zaniechano ogłoszenia? Przecież SO musi działać w pełni legalnie (bo w przeciwnym razie godziłoby to w nasz autorytet). Więc skoro wszystko jest tak super – to skąd takie ukrywanie się? Pytaniem retoryczne:  czy prezes, którego imienia boimy się wymawiać, razem z prowadzącą w taki sposób nabór panią Bogacz będą zainteresowani prostowaniem „drobnych uchybień” w SR w Lublinie?

Written by myrialejean

2010/12/17 at 8:45 am