Summum Ius Summa Iniuria

Lubelski sąd jakiego nie znacie

Koniec Bizancjum, czyli reforma reformy.

with one comment

W Rzeczpospolitej z 14 września bieżącego roku opublikowano wywiad z obecnym frontmanem MS, Jarosławem Gowinem.

Oczywiście frontman nie byłby sobą, gdyby w rozmowie nie padły liczne bon moty czy lapsusy. I tak frontman błysnął myślą, iż „Jak sądy rejonowe mają funkcjonować sprawnie, skoro połowa sędziów to funkcyjni? Chcę ukrócić to Bizancjum.”

Pierwszy komentarz, jaki przychodzi do głowy każdej sensownej osobie która, w przeciwieństwie do frontmana i załogi Ministerstwa Statystyki Sprawiedliwości, pracuje w sądzie, da się zilustrować jednym obrazem (wartym więcej, niż tysiąc słów):

Rewelacje te zbiegają się z  podaną w ostatni weekend informacją że likwidowało się będzie sądy poniżej 9 sędziów. Te, które mają 10 mają się ostać.

W tym miejscu należy postawić interesujące pytanie: dlaczego? Dlaczego nagle sądy mające 10 sędziów stały się efektywne, kiedy od dłuższego czasu słychać, że były nieefektywne? Mamy rozumieć, że nagle sądy te wzięły się do roboty i fedrując po godzinach wyrobiły 200% normy, natomiast lenistwo nadal panuje w dziewięcioosobowych i mniejszych?

Reforma reformy obnaża w tym miejscu swoje oderwanie od rzeczywistości. Przygotowując główną reformę nikt tak naprawdę nie dokonywał jakiejkolwiek rzetelnej analizy potrzeb i braków sądownictwa. Wymyślono, że będzie się likwidować, potrzeba więc było jakiegoś kryterium. Padło na 10 bo to jest dobra liczba, ładnie kojarząca się, okrągła i w ogóle fajna. Jest top 10 przebojów, najbardziej poszukiwana 10, 10 klasycznych filmów itp itd. Wyobrażacie sobie Mojżesza schodzącego z góry z tekstem „Hej, wyobraźcie sobie, spotkałem Jahwe i dał mi 9 przykazań”? Prawdopodobnie wróciłby do Egiptu zapakowany w paczkę adresowaną do faraona.

Tak więc 10 to ugruntowana w naszej kulturze liczba, która nie powoduje zadawania pytań. Postanowiono z niej skorzystac również tym razem, aby nie wydało się, że założenia reformy po prostu ściągnięto z sufitu. Na to jednak wskazuje bezproblemowe zejście z granicy 10 do 9 sędziów. Jakie merytoryczne argumenty za tym stoją? Bo takie rzeczy, jak przejście PSL do koalicyjnej opozycji można pominąć. Albo mamy wyliczenia z których wychodzi, że koszty i czas rozpoznawania spraw przy takiej a takiej a takiej ilości sędziów wynoszą tyle i tyle, albo zapomnijmy o opowiadaniu o oszczędnościach – bo równie dobrze można po prostu przemnożyć ilość kafelków w pionie przez ilość kafelków w poziomie na losowej ścianie losowej łazienki ministerstwa.

Gdyby wyliczenia istniały, to żadne negocjowanie z 10 na 9 nie miałoby miejsca, bo w takiej sytuacji koszty reformy (liczone jako wydatki na reformę w odniesieniu do oszczędności z powodu jej wprowadzenia) diametralnie się podnoszą. Nam za to opowiadano, że reforma, jako wyliczona z aptekarską dokładnością, jest niezbędna jak broń chemiczna Saddamowi.

No i jeszcze drugie pytanie: dlaczego automatycznie kasowane są WSZYSTKIE sądy poniżej 9 (wcześniej 10) sędziów, niezależnie od obciążenia, ilości spraw i pozostałych czynników (oczywiście wyjąwszy bzdurne argumenty, że to centra kultury, że podnoszą rangę miejscowości i tak dalej)? Co więcej, czemu inne sądy mające 11 sędziów (obecnie też 10) mimo wszystko się ostaną mimo, że statystycznie pracują mniej, niż niektóre likwidowane?

W konsekwencji, ale do tego już się przyzwyczailiśmy, reforma staje się celem samym w sobie. Jak zapowiedzieliśmy, to zreformujemy, choćby nie miało to celu i wyszło drożej. Ale reforma będzie. Bo tak powiedzieliśmy, a jak sędziowie-urzędnicy ministerstwa mówią, to mówią. A reformować trzeba, bo nie będzie pracy w ministerstwie.

Obecny frontman MS jest o tyle ciekawą osobą, że kompletnie nie zna się na tym, o czym mówi – w związku z tym musi polegać na doradcach, czyli naszych ulubionych sędziach delegowanych. Tutaj pojawia się pytanie: czy oni opowiadają tak straszliwe dyrdymały, celowo pakując Gowina na pole minowe, czy też są już tak bardzo oderwani? Oczywiście rozwiązanie pośrednie jest również jak najbardziej dopuszczalne.

Każdy bowiem, kto kiedykolwiek był w małym sądzie, wie, że sędziowie funkcyjni jednocześnie pracują jako sędziowie liniowi, co w dużych sądach się nie zdarza. W małym sądzie prezes sądu (a także wice, który przy okazji jest przewodniczącym wydziału) ma normalną wokandę, co najwyżej sądzi jeden dzień w tygodniu mniej, niż pozostali. Inaczej jest w sądach większych, gdzie prezesi i wiceprezesi zajmują się tylko prezesowaniem, czyli produkowaniem i pompowaniem statystyki.

Wyzwaniem godnym radzieckich matematyków jest tutaj, wielokrotnie wspominany, podział Sądu Rejonowego w Lublinie. Po podziale mamy bowiem dwóch prezesów i czterech wiceprezesów zarządzających tym samym sądem. Tyle, że w efekcie w Lublinie sądzi 3 sędziów mniej, jako że szefostwo wokand nie ma (albo ma w znaczeniu czysto statystycznym). Niby sądy należy łączyć, a nasz podzielili. Plan wymyśliła ta sama ekipa w oparciu o te same założenia.

Mamy więc łącznie na sam Lublin 6 etatów mniej – czyli tyle, mniej więcej, ile zyskamy” po reformie dla całego okręgu. Wracamy więc do punktu zero, sprzed 2010. Dodatkowo pojawia się tutaj pytanie: skoro z „dużego” Lublina, zrobiono dwa mniejsze, to po co każdy z prezesów ma tyle samo zastępców, ile miał prezes jednego sądu? Przecież jest mniej do zarządzania.

Tymczasem obaj prezesi, cywiliści, dostali po zastępcy – karniście i po drugim, właśnie cywiliście. Ci z kolei „wiszą” na stanie swoich wydziałów, chociaż nie orzekają, tylko radośnie zajmują się statystyką. Jak się okazuje, nie jest to marnotrawstwo etatów, w przeciwieństwie do prezesa małego sądu, regularnie chodzącego na wokandy i piszącego w weekendy uzasadnienia.

Bizancjum w sądownictwie jednakowoż istnieje. Frontman ma je przed nosem, albowiem cały jego dwór, złożony z licznych sędziów, którzy nie zajmują się sądzeniem, a jedynie polityką, reformowaniem reform, a następnie opracowywwaniem założeń kolejnych reform dążących w przeciwnym kierunku („małe sądy będziemy rozwiązywać, duże sądy będziemy dzielić”) idealnie wpisuje się w to określenie. Nie ma jednak co liczyć na to, że sędziowie delegowani sami się zreformują i albo zajmą się sądzeniem, albo zwolnią etaty sędziowskie i przejdą na etaty urzędnicze, zrzekając się funkcji.

Advertisements

Written by myrialejean

2012/10/08 @ 11:07 am

Napisane w Uncategorized

Jedna odpowiedź

Subscribe to comments with RSS.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: